Bajka o igle co się zastrzyków bała
Jaś jak co rano usłyszał głos mamy, która wabiła go do kuchni na poranne kakao. To był rytuał. Podobnie jak to, że na sam dźwięk jej głosu Jaś podrywał się z łóżka, bo wiedział, że to oznacza: po pierwsze początek dnia, po drugie – rychłe wyjście do przedszkola, które przecież tak lubił, a po trzecie...spotkanie z Kacprem, który miał zawsze tak zwariowane pomysły. Ale dzisiaj coś jednak było nie tak. Jaś jakby nie do końca cieszył się z tych trzech cudowności. Odkrył nawet, że nie ma za bardzo siły wyskoczyć z łóżka. Mama najwyraźniej też zniecierpliwiła się długim oczekiwaniem i delikatnie uchyliła drzwi do pokoju.
- Jasio, kochanie. Nie słyszałeś jak cię wołałam? Kakao już czeka – uśmiechnęła się mama jak zwykle najpiękniej. Pochyliła się przy tym nad Jasiem i jakoś tak dziwnie zmarszczyła czoło.
- Kotku, czy ty dobrze się czujesz? - jej uśmiech zmieszał się z troską. - Chyba masz gorączkę powiedziała, dotykając rozgrzanego czoła Jasia i bacznie wpatrując się w jego szkliste oczy.
- Nie, mamusiu, na pewno nie – jakoś zbyt szybko zaprzeczył Jaś. Bardzo mu zależało na przedszkolu – przecież Kacper ma dzisiaj przynieść tego robota, któremu ruszają się ręce.
- Tylko jakoś tam brakło mi siły – dodał już trochę markotnie, spuszczając wzrok pod naporem świdrujących i wszystkowiedzących oczu mamy.
- Trudno kochanie, zaraz zadzwonię do naszej cioci “doktor” i wybierzemy się do niej z wizytą.
- Ale mamo, ja muszę iść do przedszkola, ja muszę! Kacper miał przynieść swojego robota i nam go zadementować!
- Jasiu, chyba zademonstrować, czyli pokazać – uśmiech na twarzy mamy znów zabłysnął na moment – Kotku, pojedziemy do cioci, do przychodni, żeby sprawdzić czy wszystko z tobą w porządku. Potem zdecydujemy, czy pójdziesz do przedszkola, dobrze?
Nie było rady. Mamie nie można się sprzeciwiać. Jest taka uparta. Jak sobie coś postanowi, to tak musi być. Zupełnie jak dziecko – pomyślał Jasio.
W przychodni jak zwykle Jaś zajął się misternym układaniem klocków w poczekalni. Miał nawet towarzysza niedoli, który w kolorowych pudłach wyszukiwał dla niego kolejnych klocków niezbędnych do skończenia konstrukcji. Od czasu do czasu pokichiwał i kaszlał pod nosem, ale uśmiechał się przy zabawie jakby nigdy nic. Mama wyrwała Jasia dokładnie w momencie ustawiania ostatniego ramienia wiatraka...prawie udało mu się skończyć. Weszli do gabinetu. Jaś i tutaj znalazł sobie zajęcie i z niezwykłą uwagą segregował kolorowe naklejki do kilku pojemniczków. Od czasu do czasu dochodziły tylko do niego skrawki rozmowy mamy z ciocią “doktor”. Coś o lekarstwach i jakiś zastrzykach. Jaś raz nawet zainteresował się i zapytał:
- Mamo, a co to jest zastrzyk?
Mama jakoś nie kwapiła się z odpowiedzią, więc ciocia “doktor” wyręczyła ją i powiedziała, że zastrzyk to taka para igły ze strzykawką, która jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki leczy dzieci.
Jaś zastanowił się chwilkę, ale potem chyba uznał, że jego to nie dotyczy, więc wrócił do zabawy naklejkami.
Po powrocie do domu mama wyciągnęła z torebki plik karteczek zapisanych drobnym maczkiem. Usiadła w fotelu, a Jasia posadziła sobie na kolanach.
- I co, teraz już możemy jechać do przedszkola? Kacper i robot czekają – Jaś wykrzywił buźkę w błagalnym grymasie.
- Jasiu kochanie, niestety nie możesz dzisiaj pójść do przedszkola. Ani dziś , ani jutro. Jesteś chory i nie możemy narażać twoich kolegów na to, że oni też zachorują. Rozumiesz?
Jaś najwidoczniej nie był zadowolony z takiej odpowiedzi, bo mama na widok jego zasmuconej miny przytuliła go mocniej i pocałowała w czoło. Nadal było gorące.
- Wiem, że to zrozumiesz. Musisz przez kilka dni zostać w domu. Ale mam pewien plan popatrzyła spod ciemnej grzywki na lekko zaciekawionego Jasia. - Jak tylko poczujesz się trochę lepiej, będziemy mogli zaprosić do nas Kacpra ze swoim robotem. Zadzwonię do mamy Kacpra i zaproszę ich razem.
- Tak, tak, tak – przerwał jej Jaś z niepohamowaną radością. - Zadzwoń, zaproś, teraz, teraz!!!
Polecamy również: Zabawy dla dziecka u lekarza
Podobne artykuły: | Polecamy: |


