Kubeusz, smok zielony co okrutnie był przeziębiony
„A wtedy królewna ukłuła się w palec i zasnęła, a razem z nią król, królowa i wszyscy mieszkańcy królestwa. Dopiero, gdy minęło sto lat drogą obok zamku przejeżdżał książę. Pocałował księżniczkę, która natychmiast się obudziła. A wraz z nią król, królowa i wszyscy mieszkańcy królestwa...” I to już koniec bajki – powiedziała mama zamykając książkę.
- Ja jestem chory... Czy też zasnę jak księżniczka? – zapytał Kuba.
- Nie... – roześmiała się mama. – Ciebie nie zaczarowała żadna zła wróżka. Jesteś tylko przeziębiony. Niepotrzebnie sprawdzałeś, ile śniegu zmieści się w butach.
- Bo Maciek powiedział, że ma większe nogi od moich i w jego butach zmieści się więcej! - oburzył się Kuba.
- I co? – zainteresowała się mama.
- Nic. Tata zabrał go do domu. A ja wygrałem! – powiedział z dumą Kuba.
- I w nagrodę masz teraz zapalenie płuc i musisz leżeć w szpitalu – westchnęła mama. - Ale nie martw się... Zaraz przyjdzie doktor Marcin, da ci zastrzyk i szybko wyzdrowiejesz.
- Ukłuje mnie, jak zła wróżka królewnę i obudzę się dopiero za sto lat? – przestraszył się Kuba.
- Nie pozwolę na to, bo przecież ja też musiałabym spać sto lat... A teraz poleż spokojnie, ja muszę pójść porozmawiać z doktorem Marcinem.
Gdy mama wyszła, Kuba zaczął rozglądać się wokoło. Z kolorowych ścian uśmiechały się do niego czarownica na miotle i cztery krasnoludki w czerwonych czapeczkach. A tuż przy oknie ulokował się wielki zielony smok. Kuba przyglądał mu się uważnie, gdy nagle smok kichnął potężnie.
Podobne artykuły: | Polecamy: |


